|
Elbrethil z zachwytem przyglądał się stadku saren powoli przekraczających strumień. Jego myśli pobiegły do minionych lat, kiedy elf mógł podróżować przez całe lata nie wychodząc ani na chwilę z lasu, a dzika przyroda nie traktowała każdego szmeru jak zagrożenia. Powoli przetoczył się na plecy i spojrzał w niebo. Niewielkie, białe obłoczki zapowiadały, że dobra pogoda jeszcze długo się utrzyma...
Obudził go znienawidzony zapach. Tego smrodu żaden elf nie pomyli z niczym innym. Wstając wyszarpnął z pochwy miecz. Zastanawiał się, dzięki jakiej magii orkowie dotarli tak daleko nie napotykając oporu ze strony wojsk granicznych Rhudauru. Coś musiało ich osłaniać. To może oznaczać jakąś poważniejszą intrygę Angmaru. Może nawet zagrożenie samego Imladris.
Swój błąd zrozumiał zanim jeszcze dobiegł do szczytu wzgórza. Orków było zdecydowanie za dużo, by stawić im w pojedynkę czoła, a pierwsi z nich już wyłaniali się zza drzew. Nie tracąc czasu na próżne roztrząsanie, skoczył z okrzykiem w kierunku wrogów. Pierwszych trzech zabił zanim tamci zorientowali się co się dzieje. Kolejnych pięciu, zanim zorganizowali obronę. Kiedy zabijał jedenastego, jego pierś przeszyła pierwsza strzała. Nie mógł tego wygrać. Chyba jednak niepotrzebnie tak bardzo oddalił się od domu Elronda Półelfa.
Nagle z lasu dobiegł dźwięk myśliwskiego rogu, a na polanie pojawił się samotny konny łucznik. Wielkie, przyzwyczajone do polowania na grubą zwierzynę psy rzuciły się na orków, rozrywając ich nieosłonięte łydki i przedramiona. Korzystając z chwilowego wytchnienia Elbrethil odsunął się o krok, a potem o jeszcze jeden. Zanim osunął się na ziemię, doleciała go dziwna muzyka. Poczuł obecność wielkiej mocy. Mocy tak potężnej jak ta, która otaczała samą Luthien Tinuviel. To pewnie Mandos przyszedł po niego...
Tło historyczne
Fornost jest konwentem tolkienistycznym. Gra Główna rozgrywa się więc w świecie opisanym przez J.R.R. Tolkiena, w Śródziemiu. Jest to świat dumnych elfów, władczych ludzi, walecznych krasnoludów, wesołych hobbitów i nikczemnych orków, świat przepełniony intrygami, zdradami i wojnami, ale także pełen bohaterów, którzy nie zważając na niebezpieczeństwa, dążą do zwycięstwa nad złem.
Akcja gry rozgrywa się w połowie III Ery. Królestwo Arnoru, założone blisko półtora tysiąca lat temu przez ocalałych z zagłady Numenoru Atanich, chyli się ku upadkowi. Po śmierci Króla Earendura w 891 roku, królestwo zostało podzielone na trzy części: Arthedain, Cardolan i Rhudaur. Annuminas, stolica Arnoru, straciła gwałtownie na znaczeniu, dlatego Król Amlaith, syn Earendura, przeniósł ją do Fornostu. Od tamtego czasu Północna Twierdza Królów zyskiwała na znaczeniu, a Arthedain stał się najpotężniejszym z trzech królestw dawnego Arnoru.
Jest rok 1338. Arthedainem rządzi Król Malvegil, syn Celebrindora. Królestwo jest silne i z powodzeniem studzi kolejne zakusy na Amon Sul ze strony Cardolanu i Rhudauru. Jego zachodnie granice sięgają aż po Góry Błękitne, zaś na wschodzie do Wichrowych Wzgórz. Na południowy wschód od królestwa mieści się Królestwo Cardolanu, z którym Arthedain żyje względnie pokojowo. Większość wojen prowadzi bowiem z Rhudaurem, położonym na północnym wschodzie. Ostatnio wojny jednak przycichły, bo kilkadziesiąt lat temu, na zachodnich stokach północnej części Gór Mglistych, powstało państwo Angmar, które regularnie najeżdża na północne granice Rhudauru.
Birlon, zarządca zamku Artem jest przedstawicielem bogatej rodziny kupieckiej, która przed pięcioma laty wykupiła zamek i okoliczne ziemie od poprzedniego właściciela, Lorda Iriona. Teraz musi borykać się z wieloma ekonomicznymi problemami, zbójcami, potworami i wszelakiej maści chałastrą przetaczającą się przez jego ziemie w wyniku knowań Angmaru. Akcja gry głównej dzieje się na jego ziemiach, dokładnie w piątą rocznicę objęcia zarządu przez Birlona.
Zgłoś się, aby wziąć udział w Grze Głównej "Nowe Pokolenie".
|